2012-02-13 11:33
 Oceń wpis
   

Jim O'Neill, główny ekonomista zarządzający aktywami banku Goldman Sachs, w swojej najnowszej książce “Mapa wzrostu: gospodarcze możliwości w krajach BRIC i poza” przedstawia swój punkt widzenia na perspektywy rozwoju gospodarki światowej w okresie nadchodzących 40 lat. Jim O'Neill jest znany z tego, że stworzył określenie BRIC, które jest akronimem nazw czterech państw: Bazyli, Rosji, Indii i Chin. Tworząc to pojęcie w 2001 roku przewidział niezwykły rozwój  tych państw i zapowiedział, że niektóre z nich przegonią w rozwoju gospodarczym same Stany Zjednoczone, nie mówiąc już o innych krajach grupy G7. Jego wizja dziesięć lat temu odebrana została jako raczej zbyt optymistyczna i nie uwzględniająca szeregu dodatkowych aspektów społeczno-politycznych, bez których rozwój ekonomiczny nie może mieć miejsca. Dziś jednak już wiemy, że Chiński reżim komunistyczny (cokolwiek to słowo w przypadku Chińskiej Partii Komunistycznej znaczy. Niektórzy żartują, że to raczej największa izba przemysłowo-handlowa świata) był wstanie wyprowadzić Chiny już w 2011 roku na drugie miejsce w rankingu największych gospodarek świata, a cztery kraje BRIC w ciągu dziesięciolecia zwiększyły swoje gospodarki w sumie czterokrotnie. Jedna trzecia całego wzrostu gospodarczego ostatniej dekady na świecie pochodziła właśnie z czwórki tych państw. Perspektywy dla nich są jeszcze lepsze a potencjał ich wzrostu może starczyć na najbliższe dziesięciolecia i doprowadzić do zmiany porządku światowego.

Według projekcji Jima O'Neilla Rosja ma potencjał stania się za 15-20 lat gospodarką równie dużą jak Niemcy, a Chiny za 25 lat mogą przegonić Stany Zjednoczone, Indie i Brazylia także będą się zrównywać z, i wyprzedzać pozostałe kraje G7. Takie przewidywania budzą wśród obywateli państw Zachodu obawy, które według autora są zupełnie nieuzasadnione. Chodzi to, że ten dynamiczny rozwój gospodarki światowej jest wielką szansą dla każdego. Kraje takie jak Chiny w związku ze wzrostem konsumpcji krajowej i wartości pieniąca, już za 5 lat mogą zrównać się z kosztami produkcji w USA. Kraje BRIC z dostawców taniej siły roboczej i surowców mają stać się rynkiem zbytu dla krajów Zachodu i zapewniać miejsca pracy w Europie i USA.

Jak się dziś, zwłaszcza na przykładzie Chin, można przekonać, nie ma jednej obowiązującej drogi dla rozwoju gospodarczego. Wcześniej zwykło się uważać, że demokracja jest niezbędna dla  rozwoju kapitalizmu. Chiny jak wiadomo z demokracją nie mają wiele wspólnego a rozwijają się doskonale, ba omijają nawet pewne problemy, których w krajach demokratycznych nie można uniknąć. Dzieje się tak bo Chińska Partia Komunistyczna ma dużo większą zdolność decyzyjną. Co w takim razie tak na prawdę decyduje o rozwoju? Elementów jest kilka i książka dość szczegółowo omawia ich znaczenie ale w skrócie można powiedzieć, że to demografia, kapitał i technologia. Jeśli te elementy są adresowane właściwie, to jak się okazuje można się obyć bez demokracji. Choć należy pamiętać, że nie wszystkie kraje BRIC są autorytarne bo Brazylia i Indie są demokratyczne. Odnośnie niejednoznacznego wpływu demokracji na rozwój Jim O'Niell zwraca uwagę na to, że Indie, gdyby nie ich skorumpowana demokracja, rozwijały by się dużo szybciej. Czyli demokracja może nawet szkodzić gospodarce. Dobitnym przykładem na tą tezę jest bańka na rynku nieruchomości USA, która mogła urosnąć do rozmiarów wpędzających świat w kryzys właśnie dlatego, że rzeczywistość polityczna nie pozwala w demokracji podejmować niepopularnych decyzji i przeciąć w porę spekulacyjny wzrost cen. Chiny na przykład były w stanie podjąć prewencyjnie takie działania i o ile też mają problem z cenami nieruchomości, to wzrost ich został zatrzymany na skutek centralnej decyzji.

Trzeba przyznać, że podobne refleksje czyta się z mieszanymi uczuciami bo podważają one pewne, wydawało by się, niezmienne fundamenty myślenia o państwie i społeczeństwie. Ale cóż wygląda na to, że świat po prostu nie stoi w miejscu i się zmienia. Ze swojej strony do wniosków autora chciałbym może jedynie dodać, że Chiny mają kilu tysiącletnią tradycję doboru najlepszych ludzi do piastowania urzędów i stanowisk państwowych, może fakt kompetencji umożliwia im tak dobre zarządzanie bez weryfikacji wyborczej. W Europie, a już na pewno w Polsce gdzie kompetencje się nie liczą w najmniejszym stopniu, nie ma innego sposobu na porządkowanie i dyscyplinowanie władzy jak okresowe wyborcze votum braku zaufania .

Wracając do książki, Jim O'Neill zwraca uwagę na to, że kraje BRIC nie powinny być już nazywane rynkami wschodzącymi, bo ich gospodarki zbyt różnią się, od krajów takich jak Ukraina czy Indonezja, więc nie można ich wszystkich wrzucać do jednego worka. Dlatego Jim O'Neill nazywa kraje BRIC „rynkami wzrostu”. Łączny produkt krajowy krajów BRIC już w 2020 roku ma być równy temu Stanów Zjednoczonych a jeszcze za kolejnych dziesięć lat samych Chin będzie wyższy niż USA. Indie i Brazylia mają szansę rozwijać się równie dynamicznie. W najbliższych dziesięcioleciach w krajach BRIC będzie miał miejsce rozwój rynku wewnętrznego, a to otwiera olbrzymie możliwości dla światowego biznesu. Społeczeństwa zachodnie i politycy nie są jeszcze w pełni pogodzeni z tymi faktami, które zmieniają światowe status quo, ale już korporacje nie mają takich ograniczeń. W praktyce nie ma już dużej firmy, która nie inwestuje znacząco w krajach BRIC. Na przykład dla firmy BMW już teraz rynek Chiński jest ważniejszy nawet od samego niemieckiego, a stawać się będzie jeszcze bardziej istotny. Nikt w Monachium nie płacze z tego powodu a raczej cieszy się bo rośnie sprzedaż, jest praca i gigantyczne perspektywy rozwoju. W praktyce przyszłością wszystkich dużych marek i firm zachodnich są Chiny i inne kraje BRIC. Dotyczy to produkcji przemysłowej, usług finansowych, dóbr luksusowych, przemysłu samochodowego itd. Jim O'Neill zachęca aby jak najszybciej pozbyć się uprzedzeń w myśleniu o tych nowych gospodarkach wzrostu, bo nie niosą one ze sobą zagrożenia dla krajów Zachodu, wręcz przeciwnie, są wielką szansą i nadzieją na nową prosperity. Skalę zjawiska dobrze pokazuje liczba ludzi na świecie, którzy w ciągu najbliższych 20 lat wejdą w skład klasy średniej, są to dwa miliardy. Ci ludzie będą kupować, budować, brać kredyty itp. itd. I to według Jima O'Niella jest wielka szansa dla krajów Zachodu, realna szansa na wyjście z kryzysu. Społeczeństwa europejskie i amerykańskie muszą jak najszybciej zrozumieć, że nie jest to fantazmatyczna przyszłość ale rzeczywistość, która na naszych oczach staje się faktem. Trzeba jak najszybciej pozbyć się uprzedzeń i schematów w myśleniu o krajach, które jeszcze niedawno nazywaliśmy rozwijającymi się, bo to w nich, właśnie teraz, buduje się nasza przyszłość.

 

Jim O'Neill, The growth map: economic opportunity in the BRIC and beyond, first published 2011 New York, Portfolio/Penguin.




Moje linki
 
 


Ulubione blogi